Link 29.07.2010 ogólne

hurtowo

To nie jest tak, że ja ostatnio, proszę państwa, nie czytam. Ja pochłaniam drukowane litery w ilościach wręcz hurtowych.
Przez całą sobotę i pół niedzieli pochłonęłam "13 bajek z Królestwa Lajlonii" Kołakowskiego oraz "Galerię dla dorosłych" Feliksa W. Kresa. Tego ostatniego najbardziej znanych powieści nie znam. Tyle tylko wiem, że nazwisko gdzieś tam po wielekroć się pojawia, że były u niego inteligentne koty i sępy i nawet czytałam jego opowiadania w różnych antologiach. "Galeria" to zbiór tekstów, które ukazywały się w "Science fiction" (a może jednak w "Nowej Fantastyce"? Nie chce mi się sprawdzać) - przede wszystkim felietony o pisaniu, recenzje debiutanckich opowiadań, które ludzie autorowi nadsyłali (można by pomyśleć, że pastwienie się nad młodymi musi być przyjemne, ale w końcu ile można tych samych błędów i grafomiańskich, zawiłych konstrukcji zdań? Zaczęłam facetowi współczuć, choć ta rubryka już nie istnieje), parę felietonów o życiu i przemyśleniach, podobno mnie udanych, ale ja takie lubię. To znaczy lubię, jeśli są dobre. Z ciekawszych rzeczy, których można się dowiedzieć z książki: elfy i krasnolody to najgorsze co w fantastyce może być (tak, właśnie w fantastyce) - bo wyeksploatowane, w dodatku zerżnięte od Tolkiena łącznie z wyglądem i wszystkim, zamiast się pomęczyć nad wymyśleniem własnej rasy; z kolei jeśli jakaś rasa uda się za bardzo, zdominuje całą książkę, historię, przyćmi głównych bohaterów - Kres podaje przykład swoich kotów z cyklu szererskiego, których czytelnicy chcieli więcej, a reszta nieważna; po trzecie świetny "przepis" na konstruowanie wiarygodnych bohaterów. Według Kresa generalnie ludzie chcą rozrywki, fantastyka ma jej dostarczać, najlepiej żeby dobrej i nie infantylnej, ale ludzie jednak chcą czytać o dobrych bohaterach pokonujących złych. Aby nie byli i by się można było do nich przywiązać, bohater dobry musi mieć co najmniej trzy cechy łajdaka, a czarny charakter przynajmniej trzy cechy pozytywne. Proste, prawda?
Z kolei z przeczytanych jakiś już czas temu - no, nie lata, ale parę książek temu - po raz kolejny muszę stwierdzić, że uwielbiam powieści Siergieja Łukjanienki (dobrze zdadujecie, też fantastyka. Nie żadna magia i miecz, bo za takimi generalnie nie przepadam - czyżbym też dość miała cholernych elfów? - tylko takie urban fantasy). Skończyłam ostatnio cykl o Patrolu ("Nocny Patrol", "Dzienny Patrol", "Patrol Zmierzchu", "Ostatni Patrol"). Tło - przede wszystkim współczesna Moskwa, bohaterowie poza tym, że reprezentują siły Światła i Ciemności piją wódkę, grają na gitarze, jeżdżą na wakacje na wieś i mają jakieś tam małe problemy. Nie umiem powiedzieć, za co najbardziej lubię Łukjanienikę. Trochę właśnie za to, że postacie nie są papierowe i czarno białe, ale zupełnie przekonujące. Trochę za zwyczajny, codzienny język - w tym wypadku jak najbardziej odpowiedni do czasu i miejsca akcji. Za sam pomysł, że oto są sobie siły Światła i Ciemności, są wśród nas i nie starają się doprowadzić do jakiejś apokalipsy, ale przestrzegają utrzymania równowagi. Za to, że zdarzało mi się poważnie zastanawiać, czy ci niby dobrzy nie są od tych niby złych gorsi, sympatyczny nastoletni wampirek pije tylko krew dawców, a jasny mag snuje piętrowe intrygi i wykorzystuje swoich jak pionki w grze, tak samo jak ciemny - patrz przekonujący pohaterowie. Trochę za poczucie humoru. A więc i za widniejący na pierwszej stronie któregoś z kolejnych tomów napis: "Zabrania się rozpowszechniania tego tekstu jako szkalującego sprawę Światła - Nocny Patrol. Zabrania się rozpowszechniania tego tekstu jako szkalującego sprawe Ciemności - Dzienny Patrol", i za to, że w czwartym tomie jednemu z bohaterów przyśniła się scena wymyślona przez twórców ekranizacji tomu pierwszego. Trochę, a nawet więcej za pomysły fabularne - jak to najprościej ujął człowiek, od którego pożyczałam książki: "każdy tom składa się z trzech historii, czytasz pierwszą i drugą, i wiesz o co w nich chodzi, a potem czytasz trzecią - i okazuje się, że chodziło o coś zupełnie innego". No i chociaż jest to fantastyka, jest napisana naprawdę bardzo przekonująco.



Większość w tej kupce stanowią rzeczy, które czekają, aż będę mieć do nich nastrój i czas. Zawsze zostają długie zimowe wieczoru. Zabrałam się za kolejną Jeanette Winterson. Przecudne połączenie baśniowości i realizmu, opisane miejsca aż niemal można naprawdę zobaczyć, a tyle mądrych zdań, że przeczytam całośc pewnie co najnniej trzy razy.

Komentuj (3)



Link 23.07.2010 fotograficzne

Disc World

Też Gdańsk. W jednej z galerii sztuki (z takich, w których się dzieła kupuje) w oknie wystawowym stało takie oto coś. Jako że zdjęcie zrobione przez szybę nie oddaje całego uroku, powiem, że na grzbiecie żółwia jest sobie świat, w dodatku wypełniony różnymi istotami. Przez współtowarzyszkę i inicjatorkę wyprawy (a o wyprawie, jak zapowiadałam, jeszcze będzie, kiedy zmniejszę resztę zdjęć) zostałam pociągnięta do okna z okrzykiem "To jest Pratchett!". No bo tak jakby jest. Znalazłam Śmierć i przysięgłabym, że też Nutta z "Niewidocznych Akademików"* Panie z galerii na temat Pratchetta się nie wypowiedziały. Dowiedziałyśmy się za to, iż owo intrygujące dzieło nazywa się "Wieża" i kosztuje jedyne 15 tys. zł. No ale też i dzieło jest jedyne.


(Klikać na obrazek, żeby powiększyć. Śmierć widać na drugim zdjęciu.)


* - która to książka przez pierwsze 80 stron irytowała mnie, że humor i narracja ok, ale jakoś akcja nie wciąga, za to gdzieś tak w połowie nabrała tempa i zaczęło się ją całkiem dobrze czytać.

Komentuj (1)



Link 22.07.2010 fotograficzne

Gdańsk

Nie umiem robić zdjęć architektury. Nie czuję tematu, nie umiem uchwycić tego czegoś, co sprawia, ze dany obiekt robi wrażenie. Lubię robić tylko detale. Przez co nie przywożę z wakacji zdjęć pamiątkowych, a takie, które w zasadzie mogłyby być zrobione prawie wszędzie.

W Gdańsku jak dla mnie najbardziej fotogeniczna jest ta uliczka:







Jak zwykle poszukiwałam pozornie banalnych widoków:


(Po prawej Muzeum Narodowe)




Nie jestem pewna, czy to kościół św. Piotra i Pawła czy św. Trójcy.
We wnętrzach wszystkie pomalowane na biało, poewangelickie. Sterylna biel smutno wygląda przy gotyckich oknach, czegoś po prostu braknie.

Wrażenie robi katedra oliwska. Nawet pomimo tej bieli, jakoś tak jest urządzona w dobrym guście:


Sama Oliwa jest dzielnicą piękną, ale smutną. Pełna secesyjnych kamieniczek i starych willi, w których nikt już nie chce mieszkać, nawet turystę niełatwo spotkać na wąskich ulicach. Za to tamtejszy park jest rzeczywiście miejscem uroczym. Zadziwiają zwykłe lipy uformowane w żywopłoty, gdzieniegdzie przebiegaja wiewiórki, ale ponieważ nie mialam dla nich jedzenia, nie zechciały pozować.

A fotorelacja z celu wyprawy w kolejnej notce.

Komentuj (3)



Link 16.07.2010 ogólne

życie jest jak tramwaj*

Gdyby porównać życie do tramwaju, moje byłoby prowadzonym przez szalonego maszynistę - takiego, o którym na pewno powiedzieć można tylko to, że nigdy nie przestrzega tras i rozkładów.
Zatopiona w myślach na zupełnie inny temat przegapiam przystanek, na którym miałam wysiąść coś załatwić. Nawet się tym nie przejmuję, machnę ręką, że i tak by się nie udało i nie byłoby potrzebne. Popadając w jeszcze większą melancholię, jadę dalej, obojętnie dokąd. Tymczasem tramwaj robi pętlę i wraca do tego samego punktu - okazuje się, że na coś, co sobie odpuściłam wcale nie jest za późno. Albo pędzi, by się zatrzymać na jakimś pustkowiu, czy też w miejscu stylowym i bardzo starym - dopiero zmuszona do postoju w tym miejscu, odkrywam, że tego potrzebowałam. Tylko kiedy jakiegoś przystanku wyglądam już z daleka, niecierpliwie, bo tu właśnie wysiąść bardzo bym chciała - pędzi niemal z prędkością światła, ani myśląc się zatrzymać. Zamazany widok za szybą odprowadzam wzrokiem i próbuję oderwać myśli.
Może to jest tak jak z nieznaczącymi cudami u Etgara Kereta (motyw z "Kolonii Knellera") - możesz dokonywać rzeczy niezwykłych tylko mimochodem. Kiedy bardzo chcesz lub w tej chwili potrzebujesz cudu, albo po prostu ktoś cię obserwuje - nie wyjdzie. W życiu też im bardziej chcesz, tym bardziej się oddalasz. Trzeba odpuścić i poczekać co będzie. Żadne chcenia nic ci nie dadzą.
A ja czekam na niejeden cud.
Tymczasem pakuję nieprzyzwoicie krótkie szorty, turkusowe bikini, idiotyczny kapelusz i zmieniam otoczenie. Na chwilę.


* Tak, lubię Lao Che. Nie, w moim mieście nie jeżdżą tramwaje.

Komentuj (2)



Link 05.07.2010 fotograficzne

nisko latające anioły



Ta tabliczka mnie urzekła. Latających aniołów co prawda nie widziałam. Chyba że przyprowadziłam ze sobą ognistorudego anioła książek i niegrzecznych myśli, z latynoską duszą ukrytą pod słowiańską jasną skórą.

W cukiernio-kawiarni - nie najtańszej, za to serwującej przepyszne sorbety - wewnątrz na ścianach wszystko, co się wiąże z kawą i czekoladą, a na zewnątrz, oddzielony od szarego podwórka, ogród, w którym chce się zostać na całe popołudnie.





Kiedy znajomi sprawiają, że dopada przypływ energii - nie mam pojęcia, skąd się u mnie wzięła - nawet truskawki potrafią być inspirujące:



Komentuj (8)



Link 21.06.2010 fotograficzne

w poprzednią niedzielę

Obudziłam się przekonana, że będzie padać. Tak to wyglądało. Około 11.00, po niespiesznym śniadaniu i wylegiwaniu się w łóżku z książką, postanowiłam dowiedzieć się, jak pogoda w Poznaniu. Nie zdążyłam sięgnąć po komórkę, gdy przyszła wiadomość od Zuzanki. Plany bez zmian, nie padało.
No to w drogę.
w pociągu zdążyłam się zestresować perspektywą spotkania z dziewięciomiesięczną istotą ludzką. A co jak mnie nie polubi i będzie przed obiektywem płakać?
Na szczęście dziecko okazało się drugim najwspanialszym na świecie, powitało mnie radosnym pokwikiwaniem, prawie bezzębnym uśmiechem i ciekawością w oczach, wielkich, szeroko otwartych i niebieskich. A nad Cytadelą pod koniec dnia nawet pojawiło się słońce.













A między zdjęciami rozmawialiśmy o książkach Marka Krajewskiego (którego nie czytałam) i Siergieja Łukjanienki (od którego jestem już prawie ekspertką), rzecz jasna o kotach, pyrach, pierogach, starych cmentarzach.
Znalazłam też czterolistną koniczynkę - prawdziwą!

Komentuj (3)



Link 17.06.2010 fotograficzne

zielony tunel



Czasem człowiek musi po prostu pójść na spacer. Krótki i bez celu.

Komentuj (3)



Link 31.05.2010 kocie

oficjalnie oświadczam

że włączam się w akcję trzymania kciuków za zdrowy i szczęśliwy powrót kota czarno-białego.

Komentuj (1)



Link 27.05.2010 kocie

stars and stripes

Pan Klucha postanowił zmienić styl na wiosnę:







A wszystko za sprawą tego:


Komentuj (1)



Link 24.05.2010 ogólne

jak prosto i szybko się skompromitować

1. Skupić się na czymś, nad czym się właśnie pracuje, przestając zwracać uwagę na otoczenie.
2. Wstać i pójść do toalety.
3. Wracając zauważyć siedzącego przy biurku obok szefa, zdziwić się, że tu jest, powiedzieć "Cześć". (W wolnych zawodach raczej się szefom nie "panuje". Za dużo się stresuje, spieszy, klnie i żartuje, żeby utrzymywać formalne zwroty pracując w jednym pokoju.)
4. Po chwili zdziwić się jeszcze bardziej, stwierdzić, że chyba coś tu nie pasuje i zastanawiać się na głos: "A ty jednak nie wychodziłeś?"

Oczywiście, że nie wychodził. Voilà! Kompromitacja gotowa.

Komentuj (0)



Poprzednie

Ten blog powinien mieć bardziej górnolotną i poetycko brzmiącą, ale wywodzącą się od czegoś nazwę, coś w stylu "chaos_kontrolowany". Jednak nie ma, bo odwiedzajacy by pomyśleli, że jestem nadwrażliwą 15-letnią dziewuszką. A nie jestem. To znaczy, nie jestem piętnastoletnia. Akurat z tego się na szczęście wyrasta.

Załóż bloga

Archiwum

2010
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009

Kategorie

ogólne(45)
kocie(24)
fotograficzne(10)

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl